środa, 8 sierpnia 2012

Letnie placki

Wakacje, wakacje - wielkie podniecenie tymże czasem. Ja powiem krótko - czekam na ich koniec.
Nie wiem dlaczego, ale lato jakoś nigdy mi nie sprzyja. Zawsze pojawiają się trudności, nuda i ogólna obojętność - nie mówiąc już o utracie pamięci (oczywiście tymczasowej). Powiecie, że nie umiem sobie zorganizować czasu, albo, że ciekawi ludzie nie nudzą się - zdarza się to tylko nieudacznikom. Ja myślę jednak, że bardzo dużo moich rówieśników tak miewa. Nie umiemy wykorzystać wolnego czasu jaki nam jest dany - robimy głupie rzeczy, nudzimy się przed komputerem, albo telewizorem. Ale czy to naprawdę jest to czego chcieliśmy?
Czy nie marzyliśmy o nowych znajomościach, pięknych widokach oraz rozwoju? Nauczeniu się chociażby gry na gitarze? Nielicznym udaje się spełnić wszystkie swoje wakacyjne plany. Tłumaczymy sobie, że gdybyśmy mieli pieniądze, to i wakacje by lepiej wyglądały, ale ja sądzę ,że brakuje nam odwagi. Odwagi, żeby zagadać, żeby ruszyć do innego miasta, chociaż stopem, żeby wziąć się w garść. Rozleniwienie za bardzo daje się we znaki i odbiera nam marzenia.

Mam nadzieje, że się za to nie wściekniesz. :D

Ja mam nieco inne usprawiedliwienie. Te wakacje stały się szczególnie ciężkie, a to, że mam siłę tu jeszcze pisać zawdzięczam choćby Oli.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Przestroga przed zaufaniem

Obiecałam komuś pewną notkę na koniec szkoły, ale pozwólcie, że ją przełożę. Mam temat niecierpiący zwłoki.
Wakacje już się zaczęły. Razem z ich początkiem czekała mnie tragiczna niespodzianka, rozbijająca moje wszelkie plany. Co tu począć, gdy nie ma czym się zająć, a po głowie znowu krąży wiele trapiących cię myśli? Kolejny raz zostałam wystawiona na próbę. Jak radzić sobie z nadmiarem kłopotów? Najlepiej zająć się sobą i tak też zamierzam.


Zanim to jednak nastąpi muszę rozprawić się z tymi naprzykrzającymi się pytaniami. Jakie to pytania? Dość typowe, w tym stanie. Co jest powodem tego, że kolejna osoba decyduje się nie mieć ze mną już nic wspólnego? Czy jestem tak beznadziejna, że nie jestem w stanie utrzymać nikogo na dłużej? Czy to moja wina?
Mogę sobie tłumaczyć logicznie, że to wszystko nieprawda, że nie ja zawiniłam, że po prostu wszystko ma swój koniec, ale wiecie co? To nie działa. Gdyby nie było drugiej strony barykady byłoby prościej. Gdyby ktoś nie powtarzał bez końca, "jesteś głupia", "beznadziejna", "mam cię dość", może uporałabym się sama z moim problemem. Ale nie. I dlaczego tak jest? Dlaczego ktoś kto był Ci tak bliski, staje się nagle tak obcy? Nie poznajesz go, bo stoi przed Tobą jako nieczuła, niezdolna do empatii istota. To przykre, że ludzie, dawniej sobie oddani, tracą do siebie szacunek na dniach. Nie wyobrażam sobie dalszych rozstań.
Nie jestem w stanie pojąć bólu osób, które są porzucane, przez swoje wieloletnie miłości. Jak to jest kiedy człowiek z którym żyjesz kilkanaście lat, odchodzi, niemal bez słowa, bez wyjaśnienia? Nie boicie się tego uczucia? Ja boję się. Boję się zyskiwać, a potem tracić. Boję się żyć.
Ckliwe, ale szczere. Doceńcie.

sobota, 2 czerwca 2012

Come back to me!

Sobotni wieczór. Przeciągam opuszkami palców po klawiaturze. Co począć innego? Marilyn prosi by nie łamać jego serca. Nie złamię. Czy bezczynność zawsze przeradza się w nudę?
Dawno mnie tu nie było, cóż można powiedzieć, że byłam zajęta. Ostatni post - styczeń, potem wszystko się zaczęło i nie było zmiłuj nawet dla tak twórczego zajęcia jak pisanie bloga.



Zmieniłam się. Nie oszukujmy się, że da się zatrzymać czas, a razem z nim, siebie w miejscu. Nic już nie jest takie jak było i nigdy nie będzie. Prawda jest taka ,że nie mogę być pewna jutra i dziś czuję to. Czuję, że nic nie jest wiadome.
Kończy się w końcu rok szkolny. Moja upragniona pora roku. A nie jest tak jak chciałam. Nadal nie jest.. Tak to bywa z marzeniami, jak w końcu się spełniają, okazuje się, że nie smakują tak dobrze, jak wyobrażenie o nich.
Czekam na wyniki ze szkoły plastycznej. Nurtujące pytanie. Tak czy nie? Jak będzie wyglądać moja przyszłość. Kluczowa odpowiedź nadejdzie w poniedziałek.
Poprawami oceny. Piszę sprawdziany. Spotykam się czasem z ludźmi, przesiaduję godzinami na Skypie. Tak teraz to się przedstawia.
Jedno mogę powiedzieć na pewno - w końcu żyję, zamiast udawać ,że to robię.

środa, 18 stycznia 2012

Trudności w rozumieniu Świata Bożego

Dawno mnie nie było. Cóż dotychczas nie miałam tematów do poruszania. Teraz? Też niespecjalnie, ale postaram się coś z siebie wykrzesać.
Może coś fundamentalnego. Czy sądzicie, że dobro i zło istnieje, że możemy w ten sposób dzielić Świat?
Nie będę się opierać tu na danych religiach czy wierzeniach, bo nie należę do żadnego ugrupowania religijnego, i nie uważam ,żeby teorie głoszone przez te organizacje, były prawdziwe czy godne kierowania się nimi w życiu. Mam parę przemyśleń na temat życia pozagrobowego, życia po śmierci, sfery moralnej itp., ale są to mieszane, zainspirowane po części różnymi wyznaniami, a także wymyślone przeze mnie tezy. Uważam, że jako jednostka myśląca, indywidualna i niepowtarzalna nie powinnam się utożsamiać z czymś co wcale nie leży w mojej naturze, a jest jedynie narzucone przez kulturę lub rodzinę. Oczywiście toleruję ludzi wierzących, niekoniecznie Kościół(y) sam w sobie, ale wiara to ważna część ludzkiego życia, niezależnie czy wierzy się w bogów, w siebie, czy w karmę. Wiara daje siłę i nadzieje na lepsze jutro - więc dlaczego mamy nie wierzyć? Chociaż może to nieprawda, może kreujemy sobie złudny Świat - ale tak naprawdę wychodzi nam to na dobre. Dzięki wierze, możemy wstać z łóżka, każdego dnia. Kiedy jest źle wiemy, że kiedyś zostaniemy wynagrodzeni. To wspaniałe jeżeli dzięki czemuś tak ulotnemu, możemy poczuć się szczęśliwi - nie należy nikomu tego odbierać - odbierać chęci do życia.
Do rzeczy - dobro, a zło? Czy można dzielić tak Świat - czy można dzielić tak czyny i czy można dzielić tak przede wszystkim ludzi? Mówi się on jest złym człowiekiem, zabił kogoś, molestował, zgwałcił - czyn jest ten niewątpliwie zły - całkowicie - jeżeli krzywdzisz umyślnie inną osobę. Ale czy człowiek staje się wtedy zły?
Są rożne teorie na temat pochodzenia dobra czy zła w człowieku. Jedni twierdzą, że ludzie rodzą się źli lub dobrzy i to w nich dojrzewa. Może ludzie są z natury dobrzy, a psuje ich z wiekiem Świat ,który nas otacza, a może to ludzie rodzą się źli i wyniszczają Ziemię?
Według mnie nie można dzielić ludzi na złych czy dobrych. Nie da się. Chociażby było w człowieku maksymalnie dużo nienawiści,a on dopuszczałby się czynów, za których popełnienie grozi kara śmierci. Nie będzie on nigdy zły. Nie uważam też, aby w takim wypadku kara śmierci była rzeczywiście adekwatna - wy go nie karacie. Wy eliminujecie zepsutą jednostkę ze społeczeństwa. Tak jak gdyby to społeczeństwa były najważniejsze. Ludzie, którzy krzywdzą innych, byli bardziej zranieni przez los niż ich ofiary. Trudno dzieciństwo, choroby psychiczne, a wszystko jest tak powierzchownie osądzone - sądźcie czyn, a nie człowieka, bo go nie znacie. Trudny temat - bo takie zbrodnie budzą skrajne odczucia - odrzucenie, nienawiść. Dla mnie to jednak jest tylko brak zrozumienia, nie potrafimy przyjrzeć się tej sprawie z innej strony, ze strony  oprawcy, który jest tak naprawdę ofiarą swojego życia - trudno komuś takiemu pomóc, kiedy najczyściej naszej pomocy nie chce - a przez to wszystko nie nadaje się do życia w społeczeństwie. Tak naprawdę zabijając go fundujecie mu tylko ulgę - bo kto nie mówił, że po śmierci czekają nas tylko lepsze rzeczy? Ciężko jest kogoś takiego zrozumieć - kogoś kto wyłamuje się spod wszelkich schematów - dla którego śmierć, zabójstwo czy samobójstwo jest niczym. Działamy zbyt pochopnie, osądzamy pod siebie, karzemy i nie wiemy tym samym co robimy.



Hmm temat wymaga chyba uzupełnienia, no ale nie dziś.
Pozdrawiam

piątek, 23 grudnia 2011

Zimowe porządki

Jestem tu, w tym kraju, w tym czasie, w tym miejscu - więc mnie to nie ominie - Święta.
Jaki przyjemny emanujący sztucznością czas. Być może nie dla wszystkich - nie oceniam ,każdego, ale myślę ,że spora grupa doświadcza wewnętrznego ścisku gdy musi pohamować wszelkie negatywne myśli i emocje - gdy z niepewnością podchodzi do osób, które na co dzień nie mają jej nic do powiedzenia - albo wręcz przeciwnie - nienawidzą jej. Doprawdy ludzie są zabawni, szczególnie w tym okresie.
Tak z założenia nawet jeżeli nie brać pod uwagę aspektu religijnego ma być to czas obdarowywania miłością - ale ludzie bądźmy szczerzy - chociaż raz w roku. Myślę ,że najpierw trzeba jawnie się pogodzić ,żeby móc prawić sobie komplementy. Zatem porzućmy naiwne naśladowanie postawionych przed nami telewizyjnych wzorców i zdobądźmy się na prawdziwe wyznania, żeby móc z czystym sumieniem zacząć nowy miejmy nadzieję lepszy rok.








Tyle ode mnie. Przeżyjcie to jakoś.

środa, 21 grudnia 2011

Z dala

Nie zobaczę długo murów tego przeklętego miejsca. Niby się cieszę - niby nie - tak naprawdę teraz muszę skoncentrować wszystkie siły na sobie. Tak.
Nikogo to nie obchodzi, oprócz mnie, ale to dobrze udowadnia mi to tylko ,że nie mam na co tutaj liczyć. Czas oddalić się w przyszłość i zapomnieć o tym świecie - na głębsze starania będzie czas w lutym, a jak na razie postanawiam zacząć ponownie intensywny proces twórczy. Jak pogodzić to z moimi egzaminami? Będzie trudno, ale sprostam właściwie wszystkiemu - nikt już nie jest w stanie zatrzymać tego co już miało swój początek. Nikt i nic.
Zacznę śledzić i dedukować - niezwykle pociągające..mhm

czwartek, 15 grudnia 2011

Buy me! me!

A co tam, znowu sobie walnę wykład o prostytucji i tym podobnych.
Zacznijmy od tego ,że wszelkie moje próby dyskusji ze starszym stronnictwem domowników kończą się wygwizdaniem moich poglądów. Ostatnio jednak było inaczej. Kiedy rozmawiałam z moją ciocią, odnośnie jakiegoś głupkowatego programu o prostytucji ów ciocia ponad siedemdziesięcioletnia osoba zgadzała się ze mną w stu procentach. Oczywiście podobało jej się to ,że nie chcę na pewno zostać prostytutką, a resztą była mniej zainteresowana, ale w mojej głowie pojawiły się dwie, dość ciekawe myśli.
Prostytucja istnieje - bo jak to się mówi jest klient to znajdzie się i towar. Chociaż ja myślę ,że seks towarem nie powinien być, ale cóż to jest tylko moje, zapomniane gdzieś w natłoku rzeczywistości zdanie. Dlaczego branża prostytucyjna opiera się na kobietach? Mężczyźni owszem też się sprzedają ,ale to rzadziej - a wśród kobiet, dziewczyn robi się na to moda - bo to łatwa kasa - łatwa praca - wręcz najprostsza jaką można sobie znaleźć. Dużo studentek dorabia sobie w ten sposób na opłacenie czynszu czy na dodatkowe wydatki. Zapytuję się więc nie już o szacunek, ale o honor. Czy w ogóle dla kobiet istnieje takie słowo - bo mnie się wydaje ,że dla płci żeńskiej wymyślono inny słownik. Chłopcy w moim wieku wspominają o honorze gdy jeden drugiego wyzwie na "solo" - głupie, brawurowe zachowanie - ale coś w tym jest, że nie dają splamić swojego imienia - zhańbić - czymże innym jest dla dziewcząt sprzedawanie swojej intymności - to jak gubienie części siebie. Wychowujesz się z tym wstydem - bo jesteś człowiekiem - to jest ludzkie mieć poczucie prywatności - idąc dalej odrzucanie takiego przywileju równa się ze zmierzaniem ku cofaniu się w rozwoju -  ku byciu bardziej zwierzęcym niż ludzkim.


Inna sprawa - jakaś dziwna zależność między prostytutkami - chyba niektóre naprawdę są tak zagubione w swoim dziwkarskim świecie ,że nie mają pojęcia o prostocie życia. To ,że jedna pani dostaje drogie prezenty i odwiedza wyłącznie ekskluzywne hotele razem z dostojnymi panami w garniturach, nie czyni jej lepszej od przydrożnej "tirówki". Dla mnie poziom uniżenia i upokorzenia jest taki sam bez względu na zyski czy "komfort" ( o ile można o takim w ogóle mówić).




Umm.. Nie mam zbytnio pomysłów na dalsze tematy.
Żegnam i dziękuję za czytanie moich wypocin.